Regulacja prawna kształcenia na odległość
Jest w końcu podstawa prawna do prowadzenia studiów on-line. W Dzienniku Ustaw
nr 188/2007 poz. 1347 z dnia 25.09.2007 ukazało się rozporządzenie Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego w sprawie kształcenia na
odległość.
Pomimo braku przepisów w tej sprawie w Polsce, ta forma nauczania akademickiego
dynamicznie rozwijała się. Pierwsze studia przez
Internet uruchomiono ponad 5 lat temu, a obecnie ponad 20 uczelni prowadzi zajęcia tą drogą na wybranych kierunkach. Paradoksalnie,
zapisy rozporządzenia mogą przyczynić się do ograniczenia tej drogi kształcenia.
§ 5 stanowi bowiem, że tylko uczelnie mające prawo
nadawać stopień doktora habilitowanego mogą 80% swoich zajęć dydaktycznych realizować z wykorzystaniem metod i technik kształcenia na odległość,
uczelnie mogące nadawać stopień doktora 60%, a pozostałe
- tylko 40 %. Zapis ten godzi szczególnie w uczelnie prywatne, spośród których tylko
2 mogą nadawać habilitację. Stopień doktora może przyznawać 12 na 130 szkół prywatnych. Zdaniem Stowarzyszenia E-learningu Akademickiego:
„Uprawnienia do nadawania stopni naukowych świadczą o sile naukowej danej (...) uczelni, a nie o tym, na ile proces dydaktyczny w ramach
określonych studiów może być realizowany w formie zdalnej.”. Według SEA proporcje liczby godzin realizowanych w trybie zdalnym i
stacjonarnym powinny wynikać z treści kształcenia i być pozostawione do decyzji uczelni.
§ 3 nakłada na szkoły wyższe obowiązek
przeprowadzenia „cyklu szkoleń” dla studentów przygotowujących się do udziału w zajęciach na odległość. Nie jest jasne, co należy rozumieć
przez pojęciem „cykl szkoleń”. Ile godzin powinien taki cykl trwać? Czy nie wystarczy opisać reguł nawigacji na początku kursu?
Przecież studenci XXI nie boją się komputerów i na co dzień poruszają się w wirtualnym świecie Internetu.
Ministerstwo wycofało się
z zapisu, umieszczonego w projekcie rozporządzenia, który pozwalał studentom przebywającym za granicą zdawać egzaminy w siedzibie
uczelni lub za granicą w obecności uprawnionego przedstawiciela uczelni. Wszyscy wirtualni studenci muszą zdawać egzaminy „kończące
zajęcia dydaktyczne” w siedzibie uczelni. W opini SEA nie daje to żadnej gwarancji jakości kształcenia, a przyczynia się do ograniczenia
zasięgu e-studiów i stoi w zasadniczej sprzeczności z zasadami
e-learningu akademickiego, którego celem jest zapewnić
i stworzyć możliwość
edukacji w miejscu zamieszkania.
Poziom e-learningu akademickiego korzystnie wyróżniał polskie uczelnie.
Eksperci twierdzą, że mógł on stanowić polski znak firmowy. Jednak wobec restrykcyjnych przepisów szkoły
prowadzące zajęcia w ten sposób będą zmuszone utworzyć filie w Anglii lub Irlandii, gdzie przepisy są bardziej
liberalne.